.jpg)
Poprzednie tomy stały na wysokim poziomie, co dość obiektywnie odzwierciedla fakt, że obydwa zostały nominowane do Nagrody im. Janusza A. Zajdla za rok 2010. Z tego też względu do lektury „Bisów" zasiadłam z jednej strony z niecierpliwością i entuzjazmem, a z drugiej, z pewną obawą, czy powieść okaże się dobrą kontynuacją, czy jedynie odgrzewaniem starego kotleta.
Książkę otwiera opowiadanie „Słowo
Czarnego", które wiąże się tematycznie z fabułą „Czarnego Wygonu" i
naprawdę zaostrzyło mi apetyt. Choć tekst jest krótki - liczy zaledwie
kilkanaście stron, jest mroczny, trzyma w napięciu i świetnie wprowadza
czytelnika w klimat grozy. Dopiero po nim rozpoczyna się właściwa powieść. Stanowi
ona bezpośrednią kontynuację „Starzyzny". Witoldowi Uchmannowi, po dwóch
latach spędzonych w przeklętej wiosce, udaje się powrócić do rzeczywistego
świata. Niestety zło wydostało się z wioski wraz z nim i zaczyna zbierać krwawe
żniwo.
Lektura „Bisów" wzbudziła we mnie bardzo mieszane
uczucia. Styl pisarza pozostał taki sam, książkę czyta się dobrze i płynnie, a
jednak zabrakło mi w niej tego „czegoś", co sprawiało, że od „Słonecznej
Doliny" i „Starzyzny" nie mogłam się wprost oderwać. Przede wszystkim
książka jest nierówna – momenty, które intrygują i rozbudzają ciekawość
przeplatają się ze znacznie rozleglejszymi fragmentami, w których niby dużo się
dzieje, ale wiele z tego nie wynika. Choć wydarzenia opisane w trzecim tomie są
bezpośrednią kontynuacją tych, które miały miejsce w poprzedniej części, można
odnieść wrażenie, że „Bisy" to już oddzielna historia. Nie da się jej
wprawdzie zrozumieć bez znajomości fabuły całego cyklu, jednak wprowadzenie
zupełnie nowych wątków i postaci sprawia, że jest to opowieść nie tyle o
przeklętej wiosce, a o Witoldzie Uchmannie, który ściągnął na siebie uwagę
mrocznych sił i musi teraz zwalczać własne demony.
Z drugiej strony, dużym, o ile nie największym atutem
książki jest niesamowita wręcz pieczołowitość, z jaką autor odmalowuje przed
oczami czytelnika kolejne miejsca, w których toczy się akcja. Zwłaszcza dla
mieszkańców Lubelszczyzny realizm w pokazywaniu różnych miejscowości będzie
stanowił smakowity kąsek. Tym razem Darda postarał się także o wyjątkowo
starannie odzwierciedlić realia polityczno-kulturowe panujące w Polsce w 2005
roku. Dostajemy więc sporą porcję informacji na temat ówczesnych rządzących,
wyboru nowego papieża oraz kilka nowinek sportowych.
Zastanawiam się nad wymową tytułu książki – nazwa Bisy
występuje w powieści dwukrotnie i to w różnym znaczeniu. Jest to nazwisko
trzech braci, którzy pojawiają się w obszernym prologu i których dość dobrze
możemy poznać, ale przygoda z nimi kończy się wraz z rozpoczęciem pierwszego
rozdziału. Po drugie jest to niewielka miejscowość, w której toczą się
wydarzenia opisane w ostatnich rozdziałach. Prawdopodobnie przesłanie to stanie
się czytelniejsze dzięki czwartemu, ostatniemu tomowi cyklu – wcześniej autor
zapowiadał, że „Czarny Wygon" będzie trylogią, ale podczas pracy nad
trzecią częścią okazał się tak płodny, że materiału i pomysłów starczyło na
dwie książki, a nie jedną.
Z wielkim żalem muszę stwierdzić, że „Bisy" odstają od poprzednich dwóch tomów cyklu „Czarny Wygon". Żywię jednak
ogromną nadzieję, że w czwartej części Stefan Darda pokaże pełnię swoich
możliwości i zachwyci czytelników tak samo, a może jeszcze bardziej, jak swoimi
poprzednimi powieściami. Sam cykl o Witoldzie Uchmannie jest zdecydowanie godny
polecenia, mimo słabszej jednej części, więc niech to nie zniechęca Was do
sięgnięcia po historię przeklętej wioski na Roztoczu i ludzi, którzy mieli
pecha, by do niej trafić.
Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Videograf oraz portalowi Secretum.
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Polacy nie gęsi, czyli czytamy polską literaturę.